1. Strategia „Na detektywa”
Zanim rzucisz się na stół, przeprowadź rozpoznanie. Zamiast nakładać po trzy pierogi z każdego rodzaju, zastosuj zasadę jednego kęsa. Jeśli coś nie jest absolutnym hitem Twojej mamy lub babci – odpuść. Twój żołądek to nie magazyn, to świątynia (nawet jeśli dziś nieco rozszerzalna).
2. Magiczna moc kompotu z suszu
To nie jest napój. To eliksir przetrwania. Choć smakuje specyficznie (niektórzy mówią, że jak wędzona woda po ogórkach), zawarty w nim błonnik i pektyny to jedyni przyjaciele Twojego metabolizmu w starciu ze smażonym karpiem. Pij, jakby to było lekarstwo – bo w zasadzie nim jest.
3. „Szybki spacer” – wersja wigilijna
Jeśli czujesz, że Twój pasek od spodni zaczyna błagać o litość, masz dwie opcje:
- Opcja Pro: Zaproponuj rodzinie wspólny spacer pod pretekstem „szukania pierwszej gwiazdki” (nawet jeśli już dawno świeci).
- Opcja Ninja: Zaoferuj się, że wyniesiesz śmieci. Pięć minut na mrozie i kilka schodów to Twoja prywatna siłownia.
4. Matematyka wigilijna (czyli jak spalić uszka)
Jeśli jednak „poniosło Cię” przy sałatce jarzynowej z majonezem, oto Twój cennik odkupienia win:
- 1 pieróg z kapustą = 15 minut intensywnego śpiewania kolęd (im głośniej, tym więcej spalasz kalorii).
- Kawałek sernika = 30 minut energicznego rozpakowywania prezentów i udawania radości z kolejnej pary skarpet.
- Dokładka kutii = 2 godziny spaceru do kościoła na Pasterkę (nawet jeśli idziesz tylko dookoła bloku).
Puenta:
Pamiętaj, że w Wigilię kalorie się nie liczą, jeśli jesz je w towarzystwie ludzi, których kochasz. A jeśli jutro obudzisz się o 2 kg cięższy/a… to prawdopodobnie tylko miłość do tradycji (i tona kapusty).
Wesołego i lekkiego świętowania!