Choć mróz nie odpuszczał, a gęsty śnieg sypał niemal bez przerwy, dla grupy bełchatowskich fanów lodowatych kąpieli była to aura wymarzona. Wczorajsza sobota na Wawrzkowiźnie udowodniła, że gdy pasja spotyka się z ekstremalnymi warunkami, temperatura otoczenia przestaje mieć znaczenie.
Punktualnie o 15:30 na Wawrzkowiźnie
To był widok godny podziwu. Dokładnie o godzinie 15:30, gdy zimowe słońce powoli chowało się za chmurami sypiącymi biały puch, grupa bełchatowskich wielbicieli zimna zameldowała się na brzegu jeziora. Wawrzkowizna, spowita grubą warstwą śniegu i otulona mroźną mgłą, wyglądała jak sceneria z filmu o dalekiej północy.
Dla postronnych obserwatorów, opatulonych w grube kurtki i szaliki, aura była wymagająca. Jednak dla bełchatowskich morsów “Zimne zadki”, sypiący śnieg i przeszywający mróz stanowiły idealne tło dla ich sobotniego rytuału.
Śnieżna kąpiel pełna endorfin
Kiedy grupa weszła do wody, nad jeziorem słychać było tylko okrzyki radości i wzajemne motywowanie się. Sypiące z nieba płatki śniegu osiadały na ramionach kąpiących się, tworząc niesamowity kontrast z bijącą od nich energią. Wczorajsze warunki były testem charakteru, który bełchatowianie zdali na medal.
– „Dla nas to nie tylko hartowanie organizmu, to czysty raj na ziemi. Takie warunki jak wczoraj zdarzają się rzadko, dlatego nikt nie myślał o zostaniu w domu” – relacjonował jeden z uczestników sobotniego spotkania.
Bełchatów w zimowej formie
Sobota na Wawrzkowiźnie pokazała, że lokalna społeczność morsów jest zwarta i gotowa na każdą pogodę. Po wyjściu z wody, mimo mrozu, na twarzach wszystkich malowała się satysfakcja. Gorąca herbata z termosów i szybka zmiana ubrań w śnieżnej scenerii zakończyły to wyjątkowe, sobotnie popołudnie.
Wawrzkowizna wczorajszego dnia była nie tylko miejscem kąpieli, ale przede wszystkim symbolem bełchatowskiej pogody ducha, której nie straszne są żadne zamiecie.
zdjęcia: FB Zimne Zadki















