Home Wiadomości Pomóżmy koniom zmarłej Magdy

Pomóżmy koniom zmarłej Magdy

by admin
209 wyświetleń

Zbiórka została założona na utrzymanie oraz leczenie zwierząt naszej tragicznie zmarłej przyjaciółki – Magdy. Niestety, my – przyjaciele i rodzina – nie jesteśmy w stanie sami podołać temu zadaniu. Prosimy o poznanie historii Madzi, jej koni oraz pomoc finansową, która umożliwi otoczenie jej koni odpowiednią opieką.

Życie Magdy nigdy nie było łatwe. Ciężkie dzieciństwo, trudna sytuacja rodzinna i poważne problemy zdrowotne. A jednocześnie głowa pełna marzeń- wielu, ale przede wszystkim tych o koniach, w których była zakochana od dziecka. Gdy pierwszy raz w życiu wsiadła na kuca w Łódzkim zoo to ciężko było ją namówić, żeby zeszła. Dużą rolę odegrał również jej dziadek, który pielęgnował jej miłość do koni, za co była mu bardzo wdzięczna.

Jakich kłód by jej los pod nogi nie wrzucał, Magda szła do przodu. Do wymarzonego świata, w którym miała być wolność, miłość i konie.

Przecież była dzieciakiem, kiedy zaczęła ciężko pracować w stajniach, żeby móc żyć zgodnie z marzeniami. Przecież w tym wieku młodość się bawi i uczy, nic więcej. A Magda pracowała i wszyscy dookoła widzieli, jaka jest w tej pracy odpowiedzialna, zdolna, dojrzała.

Trafiała do coraz lepszych ośrodków, dostawała coraz bardziej odpowiedzialne zadania – i nagle los sobie o niej przypomniał – przyszła pierwsza bardzo poważna choroba, kostniak czaszki uciskający mózg. Szpital. Operacja.

Magda wygrała z losem, bardzo szybko znów siedziała w siodle, opracowując sensowny plan na życie – ponieważ z koni trudno jest żyć, trzeba mieć takie wykształcenie, żeby na konie i siebie zarobić. Bardzo dojrzały plan, jak na nastolatkę.

Pewnego dnia, w chłopskiej stodole poznała pierwszą miłość  – małego i może nie najpiękniejszego, za to z pewnością potrzebującego pomocy konika, Magnusa. Tak się zaczął nowy etap  – Magda już nie podróżowała sama – do kolejnych stajni trafiała już z Magnusem. Niestety – los się wtrącił znowu, Magnus jest koniem bardzo chorowitym i praktycznie non stop potrzebującym pomocy. Leczenie koni nie jest łatwe, a przede wszystkim nie jest tanie. Ale trudno – Magda, zapożyczona gdzie tylko mogła, szła dalej przez życie razem z Magnusem.

Madzia zamieszkała w stajni czołowej zawodniczki ujeżdżeniowej, gdzie Magnus miał odpowiednią opiekę a ona mogła rozwijać swój talent. Potem przypomniała o sobie jeszcze jedna końska miłość – Ivory. Klacz, którą Magda poznała jeszcze jako nastolatka. Była koniem rekreacyjnym w jednej z poprzednich stajni w których pracowała, były bardzo ze sobą związane lecz pewnego dnia klacz została sprzedana nie wiadomo gdzie, nie wiadomo do kogo. Jednak cały czas mieszkała w sercu Magdy. Pewnego dnia Magda wpisała jej imię w wyszukiwarkę. Natrafiła na ogłoszenie sprzedaży właśnie tego konia. Oczywiście nie mogło stać się inaczej i Ivory szybko trafiła w jej ręce. Marzenie spełnione, ogromna radość  ale i tym razem okazało się, że klacz nie jest zdrowa…

Niestety stan Magnusa w międzyczasie się pogorszył, koń zaczął mieć problemy z układem pokarmowym. Kolejne terapie, badania, zalecenia, diety… Magda walczyła dzielnie, jednocześnie ciężko pracując, żeby móc opłacić leczenie Magnusa. Aż trudno uwierzyć, że tak młodziutka istota była w stanie poświęcić tak wiele, żeby pomóc potrzebującemu zwierzakowi.

Gdy przyszedł czas, Magda rozpoczęła studia na informatyce, z pełną świadomością wybierając ten niełatwy kierunek. Musiała w tym celu znów się przeprowadzić, ale to był kolejny krok do celu. Jednocześnie okazało się, że Magda to trenerski talent, że potrafi z dużą łatwością przekazywać jeździecką wiedzę i umiejętności. Coraz więcej chętnych trafiało pod jej skrzydła, coraz większej rzeszy adeptów jeździectwa pokazywała drogę, na której koń jest przyjacielem, partnerem i towarzyszem, a nie narzędziem i zarażała ich miłością do jeździectwa i szacunkiem do zwierząt.

A potem przyszła niedziela, 2 sierpnia.
 Zwykły dzień Magdy, dużo treningów, ale wszystko szło dobrze, była wszędzie na czas. Dojechała na ostatni trening w okolicach Łodzi. Znała konia i jego właścicielkę, to miał być miły trening.

I znowu pojawił się los.

Spadając, dostała się prosto pod końskie kopyta. Obrażenia klatki piersiowej były zbyt duże, nikt nie mógł pomóc…

Magda odeszła, tak nagle, tak cholernie za wcześnie. Tak niesprawiedliwie… Mówi się, że wybrańcy bogów umierają młodo, ale to żadna pociecha. Dla nikogo, a już na pewno nie dla tych, którzy Magdę lubili, podziwiali, kochali i żyli blisko niej.

Dla Magdy nie możemy zrobić już nic. Dla jej ukochanych tak. Iwonka i Magnus, najważniejsze istoty w życiu Magdy zostały same, a my, rodzina i przyjaciele, chcemy je ocalić i kontynuować to, co Madzia z takim trudem robiła każdego dnia.

Niestety żaden żal i żaden ból nie jest w stanie pokryć kosztów utrzymania, leczenia i specjalistycznych diet, których potrzebują Iwonka i Magnus. Nie damy rady sami. Konie są w pełni zabezpieczone do końca miesiąca, przyjaciele opłacili wszystko. Ale nadejdą kolejne miesiące.

Magda zawsze woziła w samochodzie koce. Żeby, jeśli trafi na drodze na jakieś poranione zwierzę, móc je takim kocem otulić i zawieźć tam, gdzie uzyska pomoc.

Proszę – otulmy konie Magdy, otulmy jej miłość i pamięć o niej kocami naszej pomocy

Jednocześnie informujemy, że darczyńcy mogą uzyskać dostęp do dokumentacji medycznej, oraz wszystkich wydatków pod adresem: bachzelewskaaga@gmail.com
 Powyższa zbiórka jest jedyną oficjalną.

Poniżej link do bazarku na rzecz koni Madzi, zachęcamy wszystkich do udziału

link do bazarku link do Pomagamy.pl

źródło: pomagamy.pl

0 komentarz
0

Może Cię zainteresować

skomentuj